Człowiek po drugiej stronie mikrofonu

Krzysztof Klimek

DJ Inny. DJ, wodzirej i konferansjer.

34 lata na scenie. I nadal najbardziej lubię ten moment, kiedy patrzę na salę i wiem, że za chwilę wydarzy się coś dobrego.

01

Miałem zagrać tylko dwa kawałki.

Miałem 13 lat.

Na zakończeniu ósmej klasy powierzono mi bardzo odpowiedzialne zadanie: zagrać dwa utwory.

Skończyłem nad ranem.

Zamiast dwóch piosenek była cała noc grania i pierwsza okazja, żeby zobaczyć coś, co fascynuje mnie do dziś — jak muzyka potrafi połączyć w jednym miejscu kompletnie różnych ludzi.

Bawili się moi rówieśnicy, nauczyciele i rodzice. Ja wtedy jeszcze grałem na żywo na klawiszach i śpiewałem.

I chyba właśnie tamtej nocy wszystko się zaczęło.

Śmieję się czasem, że muzycznie „przegrałem” większość swojego życia. I zdecydowanie nie chciałbym tego odwrócić.

02

Sprzęt? Zaczynałem od wyrzynarki taty.

Niedługo później trafiłem na scenę podczas poprawin weselnych kuzynki mojej mamy.

Warunki techniczne? Powiedzmy, że dzisiejszy realizator dźwięku mógłby dostać lekkich palpitacji.

Miałem wzmacniacz lampowy w drewnianej skrzynce oraz głośniki, które zrobiliśmy własnoręcznie ze starej płyty, wyrzynarką mojego taty, a na końcu obiliśmy wykładziną podłogową.

Najważniejsze, że grało. A skoro grało, ludzie tańczyli przez całe popołudnie i noc.

Potem przyszły kolejne imprezy. Pierwsze wesela. Pierwsze pełne sale. I coraz mniej wolnych weekendów.

Jeszcze jako nastolatek wiedziałem już jedno: scena to jest moje miejsce.

03

Pierwszy pełny kalendarz dostałem, zanim zdążyłem porządnie dorosnąć.

Po przeprowadzce z Wolbromowa do Nowogrodźca zostałem zaproszony na przegląd zespołów rozrywkowych. Zająłem pierwsze miejsce.

Po konkursie organizator zapytał, czy zostanę i poprowadzę wieczorną zabawę. Zostałem. Potem wróciłem następnego weekendu. I następnego.

Przez całe wakacje grałem tam po dwa razy w każdy weekend. W tygodniu przygotowywałem nowe utwory, w weekend sprawdzałem je na żywej publiczności.

Występowałem wtedy jako MAROON. Pod tym pseudonimem grałem przez 11 lat.

Wieść szybko się rozeszła i jeszcze jako nastolatek miałem terminarz wypełniony na około rok do przodu.

Nie miałem wtedy pojęcia o budowaniu marki osobistej. Po prostu chciałem grać. Widocznie ludzie chcieli przy tym być.

04

Przez 11 lat grałem i śpiewałem na żywo.

Często dwa albo trzy razy w tygodniu. I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego kompletnie nie planowałem.

Moje struny głosowe powiedziały: dość.

Poważne uszkodzenie głosu i jednoznaczne zalecenie laryngologa zmusiły mnie do ograniczenia intensywnych występów wokalnych.

Mogłem zrobić najprostszą rzecz. Zejść ze sceny. Tyle że kompletnie nie potrafiłem sobie tego wyobrazić.

Brakowało mi ludzi. Brakowało mi energii sali. Brakowało mi tej chwili, kiedy wydarzenie zaczyna żyć własnym życiem.

Więc zamiast kończyć, postanowiłem zrobić coś innego. Zmieniłem sposób, w jaki stoję na scenie.

Tak narodził się DJ Inny.

Wymieniłem sprzęt, rozbudowałem oprawę i przeniosłem całe doświadczenie ze sceny, grania na żywo i pracy z publicznością do nowej roli.

Po kilku imprezach kalendarz ponownie był wypełniony na wiele miesięcy do przodu. Uznałem, że chyba była to właściwa decyzja.

34

lata na scenie

Przez 34 lata nauczyłem się jednej ważnej rzeczy: doświadczenie nie polega na tym, żeby wiedzieć, co zagrać. Polega na tym, żeby wiedzieć kiedy.

Kiedy trzeba podnieść energię. Kiedy ją uspokoić. Kiedy powiedzieć coś przez mikrofon. Kiedy zejść z pierwszego planu. Kiedy zmienić utwór. Kiedy zostawić go jeszcze przez minutę, bo właśnie wydarzyło się coś wyjątkowego.

Nie prowadzę imprezy według sztywnego schematu. Prowadzę ludzi.

Średnio 70 imprez rocznie.

  • Wesela
  • Urodziny
  • Jubileusze
  • Studniówki
  • Sylwestry
  • Andrzejki
  • Imprezy firmowe i integracyjne
  • Wydarzenia charytatywne
  • Imprezy plenerowe
  • Potańcówki podczas dużych wydarzeń masowych

Każda jest inna. I właśnie dlatego po tylu latach nadal mi się to nie nudzi.

05

11 lat w telewizji

Scena to nie jedyne miejsce, w którym nauczyłem się pracować z ludźmi i głosem. Przez lata pracowałem również jako lektor i prezenter telewizyjny.

Telewizja nauczyła mnie rzeczy, które dzisiaj wykorzystuję podczas prowadzenia wydarzeń: dykcji, opanowania, pracy głosem, improwizacji i świadomości tego, że czasem jedno zdanie wypowiedziane w odpowiednim momencie wystarczy bardziej niż pięć minut mówienia.

Bo konferansjer nie powinien zakochiwać się we własnym głosie. Powinien wiedzieć, po co bierze mikrofon do ręki.

06

Pcham się tam, gdzie są ludzie i gdzie coś się dzieje.

To chyba najprostszy sposób, żeby mnie opisać.

Lubię ludzi. Lubię ich obserwować. Lubię moment, w którym początkowo obcy sobie goście zaczynają bawić się razem.

Uwielbiam wodzirejkę. Autorskie zabawy. Spontaniczne sytuacje. Kontakt z dorosłymi, dziećmi, starszymi gośćmi i ludźmi, którzy pięć minut wcześniej zarzekali się, że „oni absolutnie nie tańczą”.

A potem tańczą. I to właśnie jest najlepsze.

07

Nie chcę być najważniejszą osobą na Waszej imprezie.

To nie mój dzień. To nie moje wesele. To nie mój jubileusz. Ja mam sprawić, żeby najważniejsi byli właściwi ludzie.

Dobry wodzirej nie powinien zagłuszać imprezy. Nie musi być cały czas na środku parkietu. Nie powinien zmuszać ludzi do uczestnictwa ani próbować udowadniać, jaki jest zabawny.

Ma wiedzieć, kiedy wejść. Kiedy poprowadzić. Kiedy rozkręcić ludzi. I kiedy zrobić krok do tyłu.

Prowadzenie z klasą nie polega na tym, żeby być wszędzie. Polega na tym, żeby zawsze być tam, gdzie właśnie jesteś potrzebny.

08

Nie gram dla playlisty.

Gram dla ludzi, którzy stoją przede mną.

Obserwuję parkiet. Patrzę na reakcje. Widzę, które pokolenie właśnie przejmuje salę. Czuję moment, kiedy trzeba zmienić energię. Reaguję. I prowadzę.

Każda impreza ma własny rytm. Moim zadaniem jest go znaleźć.

„Mogliśmy po prostu się bawić.”

09

Największym komplementem nie jest dla mnie „świetna muzyka”.

Oczywiście — miło to usłyszeć. Ale dużo bardziej cieszą mnie słowa: „Mogliśmy po prostu się bawić.”

Bo właśnie wtedy wiem, że zrobiłem swoją robotę.

Ktoś pilnował przebiegu wydarzenia. Ktoś pamiętał o kolejnych punktach. Ktoś obserwował salę. Ktoś reagował.

A gospodarze mogli zajmować się tym, czym powinni: przeżywaniem własnego dnia.

10

Czasem klienci zmieniają datę.

To chyba jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy, które wydarzyły się przez wszystkie te lata.

Zdarza się, że para albo organizator sprawdzają mój terminarz i decydują się przesunąć własne wydarzenie po to, żebym mógł je poprowadzić.

Nie traktuję tego jako powodu do chwalenia się. Traktuję jako ogromne zaufanie. Bo ktoś mówi w ten sposób: „Chcemy właśnie Ciebie.”

I po 34 latach na scenie nadal robi to na mnie wrażenie.

11

Lubię mieć wszystko doszlifowane.

Taki już jestem. Sprzęt. Muzyka. Światło. Plan wydarzenia. Szczegóły ustalone z klientem.

Ale perfekcyjnie przygotowana impreza nie powinna wyglądać tak, jakby ktoś realizował instrukcję obsługi. Powinna wyglądać naturalnie.

Goście mają widzieć dobrą zabawę. Nie całą pracę, która za nią stoi.

34

lata na scenie

11

lat w telewizji

70

imprez rocznie średnio

A mimo wszystko najważniejsze jest dla mnie coś znacznie prostszego: lubię to, co robię. Naprawdę.

Nie jestem DJ-em dlatego, że kiedyś kupiłem konsolę. Jestem nim dlatego, że od trzynastego roku życia ciągnie mnie dokładnie w jedno miejsce: tam, gdzie są ludzie i gdzie coś się dzieje.

Poznajmy się

Znacznie bardziej interesuje mnie Wasza historia.

Mogę jeszcze długo opowiadać o sobie. Ale jeśli planujecie wesele, urodziny, jubileusz albo wydarzenie firmowe, znacznie bardziej interesuje mnie to, co Wy chcecie przeżyć.

Co organizujecie? Kto będzie na sali? Jak chcecie się bawić? Czego absolutnie nie chcecie?

I co ma sprawić, że następnego dnia powiecie: „Dokładnie tak to sobie wyobrażaliśmy.”